Studio miesiąca
W fabryce paznokci
Poznański salon Nail FabriC to dzieło Pani Marty Sołtysiak, która musiała pokonać wiele trudności, by jej studio nabrało obecnego kształtu. Na łamach „Nailpro” opowiada swoją niezwykle emocjonującą i ciekawą historię.
Kiedy w 2007 roku wróciłam z urlopu macierzyńskiego do swojej poprzedniej firmy, stwierdziłam, siedząc pewnego dnia przy biurku, że mam prawie 30 lat i nie wiem, co chcę robić. Wzięłam torebkę i wyszłam. Kuzynka męża Kasia Suwała, teraz już wicemistrzyni Polski NailArt Trophy 2009–2010, powiedziała mimochodem „zacznij robić paznokcie”. Później przyznała się, że nie sądziła, że rzeczywiście zacznę. Biznes rozkręcałam początkowo w domu i w międzyczasie zaszłam w trzecią ciążę. Cały ten okres uczyłam się, szkoliłam i robiłam paznokcie. Okazało się po kliku miesiącach, że mam tyle klientek, że wizyty wypełniają szczelnie pozycje w kalendarzu na dwa tygodnie. Już trzy dni po porodzie jeździłam do klientek – nie tylko z wielkim kufrem, ale też z nosidełkiem. Po 3 miesiącach biegania między kolkami, płaczem dzieci, talerzami z obiadem i pieluchami, wynajęłam stolik w salonie fryzjerskim w Starym Browarze. Po 6 miesiącach pracy 7 dni w tygodniu po 12 godzin postanowiłam otworzyć coś swojego. Wtedy pojawiła się moja wspólniczka – zaproponowała mi zainwestowanie pieniędzy w jej salon, który podupadał. Ponieważ był to lokal w centrum miasta, zgodziłam się. I tak oto lokal pochłonął moje pieniądze, później okazało się, że moja wspólniczka jest zadłużona u wielu osób. Aby salon mógł normalnie funkcjonować, spłacałam jej długi z naszych domowych pieniędzy. Kiedy nie zgodziłam się na zaciągniecie kredytu na spółkę, zostałam odsunięta od lokalu. Zamiast zgłosić to na policję, posłuchałam rady męża i wynajęłam adwokata, który zainkasował mnóstwo pieniędzy… i do tej pory nie zrobił nic. Tak więc bez grosza przy duszy, załamana siedziałam w domu i płakałam. Mój mąż poradził mi, abym znalazła nowe lokum. Okazało się, że w bloku, w którym mieszkam, jest wolny lokal usługowy, a termin składania ofert do przetargu mijał akurat w dniu, kiedy zadzwoniłam. Specjalnie dla mnie wydłużono termin o jeden dzień. Tak wiec zostałam najemcą lokalu. Dzięki przyjacielowi, który udzielił nam pożyczki, mogłam zacząć planować otwarcie Studia Stylizacji Paznokci Nail FabriC.
Dobre nowego początki
Kiedy przypomnę sobie, jak rok temu zaczęłam urządzać swój salon, nie mając pieniędzy, zastanawiam się, jak tego dokonałam. Pożyczka, po wyliczeniach, miała wystarczyć na podstawowy remont, oklejenie witryny, podstawowe kosmetyki, łóżko i porządną frezarkę. Ponieważ najpierw pomalowałam ściany, bardzo się ucieszyłam, gdy znalazłam parawany z takim samym motywem, jaki mam na ścianie. Pierwsza recepcja została zbudowana z cegieł i deski, natomiast biurka i kanapa były jedynymi rzeczami, które udało mi się odzyskać z poprzedniego lokalu. I tak 19 listopada 2010 roku otwarte zostało Studio Nail FabriC.
Salon w swoim obecnym kształcie
Nazwa miała kojarzyć się jednoznacznie z działalnością salonu, ale też i z jego ukierunkowaniem na szkolenia. Stąd pomysł na fabrykę paznokcia. Na początku pracowałam sama. Niestety, okazało się, że moje córeczki strasznie na tym cierpią. Zgłosiłam się do urzędu pracy z prośbą o stażystę. Pierwszą osobą, która trafiła do mojego salonu, była Magdalena. Ponieważ mnie nigdy nie było stać na zabiegi kosmetyczne, postanowiłam, że nasz salon będzie dostępny cenowo dla zwykłych ludzi, bo wiem, jak ciężko w dzisiejszych czasach znaleźć chwilę dla siebie. Postanowiłam już na początku, że wszystko co będę robić, będę robić profesjonalnie i na wysokim poziomie. Oczywiście, kiedy zwiększyły się obroty, zadbałam i o wygląd salonu. Nowe biurka, recepcja, ramki na certyfikaty. Parawany zostały – mimo krytyki innych właścicielek salonów (ale na specjalne życzenie moich klientek).
Koncepcja marketingowa
Nasza akcja marketingowa to przede wszystkim lokalne ulotki, baner na balkonie jednej z klientek i strona internetowa. Otrzymaliśmy również bezpłatną reklamę w Radiu ESKA i krótki artykuł o manikiurze japońskim i pedikiurze spa w czasopiśmie URODA (za co otrzymaliśmy rekomendację tego pisma). Najlepszym jednak nośnikiem reklamowym są nasze klientki. Widzę, że doceniają nasze starania, i to daje mi największą satysfakcję. W ciągu roku studio paznokci Nail FabriC rozszerzyło ofertę o specjalistyczną pielęgnację stóp oraz usługi kosmetyczne. Od kiedy zaczęłam zajmować się stylizacją paznokci, marzyłam o tym, aby zostać instruktorem. W końcu moje marzenie się spełniło. W niedługiej przyszłości planujemy wprowadzić makijaż permanentny.
Kiedy czasami mam dość walki z naszą polską biurokracją, myślę sobie, po co mi to było, ja tylko chciałam robić paznokcie. Może zostawię te wszystkie problemy i zacznę pracę u kogoś. Wtedy patrzę na ściany, moje ukochane biurko i dekoracje zrobione przez moja pracownicę, palące się wszędzie świeczki i... cała złość na polską biurokrację odchodzi. Wiem, że bez męża, przyjaciół i oddanej rodziny nie udałoby mi się tak wiele zdziałać, i za to im wszystkim bardzo dziękuję.

